Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Pink not dead!
Pink Blog - Maurycy Gomulicki - Pink News - Pink Heaven and Hell
Blog > Komentarze do wpisu
« FAT PINK
PINK HIGHLIGHTS »

SZEMRANY RÓ¯

...Z socrealizmu, który rozwa¿a³em w ³ó¿ku, leni±c siê rano, zanios³o mnie, nie wiem czemu, ku palcom Bogny. S± szkolne, jest na nich atrament. Niezbyt zadbane paznokcie. S± nie¶mia³e i niezrêczne, choæ pe³ne ciekawo¶ci. Gdy otulaj± tê czê¶æ, która ro¶nie tak, ¿e za chwilê staje siê ca³ym mn±, jest w nich wiedza, której nikt nikogo nie nauczy...


Bogna

Dear PINK's

Zafundowa³em sobie ostatnio powtórkê ze "Z³ego". Zawsze lubi³em Tyrmanda ale dzi¶ doceniam go chyba jeszcze bardziej ni¿ lat temu dwadzie¶cia. Opis czesz±cego siê Meteora to majstersztyk – klasa sama w sobie, apasze z Koszyków mog± wzburzyæ krew w ka¿dej wra¿liwej na dzik± mêsk± urodê istocie za¶ inwokacje warszawskie zwa¿ywszy na fakt, ¿e aktualnie znajdujê siê za oceanem a duszê mam konkretnie zryt±, dzia³aj± na mnie wyj±tkowo balsamicznie. Dziewczyn i kobiet u pana Leopolda te¿ nie brakuje – rasowych do granic bólu niezale¿nie od wieku, proweniencji i konduity. Od dawna mia³em ochotê wrzuciæ na ró¿owe forum Bognê z "Dzienników" – cytowany na wstêpie fragment* z miejsca roz³o¿y³ mnie na ³opatki i wywo³a³ rumieñce na mych m³odzieñczych jagodach. Dzi¶ jednak mimo i¿ Roma Leopard niew±tpliwe trafia w mój gust jak pos³ane pewn± rêk± diabolo do celuloidowego kwiatu na strzelnicy serce moje nale¿y niepodzielnie do Hawajki. Chwa³a zdzirom i nêdznicom! Chwa³a szemranej wio¶nie! Niech tych kilka ró¿owych fragmentów bêdzie zachêt± dla wszystkich, którzy bardziej lub mniej ¶wiadomie przeskoczyli Tyrmanda. Talentu ani wdziêku nie sposób mu odmówiæ. A tak w ogóle to czapki z g³ów obywatele stolicy! – nie ma drugiej takiej ksi±¿ki o Warszawie.


PINK NOT DEAD!

maurycy


Roma by³a ca³a w ¼le dobranych ciuchach; ró¿owy cardigan w kolorze dzieciêcej ko³derki, droga, ¿ó³ta apaszka na szyi oraz ciemnozielona spódnica dawa³y ten sam efekt, co pokrywaj±ce jej m³od±, ³adn± i zmêczon± twarz piegi przy smoli¶cie czarnych w³osach.

str. 87


Kuba dotar³ do bufetu i spojrza³ natarczywie na dziewczynê. By³a bardzo ³adna i bardzo zajêta. Zwija³a siê szybko i sprawnie w¶ród wydawanych zak±sek, odpieczêtowanych pó³litrówek, rachunków i bonów, podrzucanych przez kelnera. Brudny, niegdy¶ bia³y fartuch opina³ jej przepyszny biust, smag³e, pe³ne ramiona wychyla³y siê z wysoko podkasanych rêkawów. Mia³a smoli¶cie czarne w³osy, g³adko ¶ci±gniête do ty³u, ogromne, ciemne oczy i pe³ne, ¶licznie skrojone wargi, na których gruba i tania szminka dawa³a efekt egzotyczny. Piêkne brwi, poci±gniête grubo o³ówkiem, i zdrowe, rumiane policzki niepotrzebnie podmalowane wywo³ywa³y ból w sercu na widok tego bezmy¶lnego niszczenia z³± kosmetyk± tak hojnie przez naturê rozsianych skarbów. — Hawajka — powiedzia³a do niej oty³a jak klucha kasjerka o czerwonej twarzy, odziana w zdobn± w falbanki sukniê — krzyknij na Wieka, ¿eby da³ now± beczkê. Tu ju¿ sama piana. — To mówi±c, wykrêci³a kran z pustej beczki. — Siostro — rzek³ Kuba — niech mi pani naleje jednego haka i po³o¿y na czym¶ kawa³ek ¶ledzia. — Hawajka spojrza³a na Kubê, jakby go dopiero co zauwa¿y³a. — Tylko przy stoliku — powiedzia³a opryskliwie — przy bufecie siê nie daje. — Ja wiem, ¿e siê nie daje — rzek³ Kuba — ale, siostrzyczko, nie ma gdzie usi±¶æ, a mnie jest bardzo potrzebna jedna wódka i dzwonko ¶ledzia. — Daj panu — wtr±ci³a siê kasjerka, patrz±c na Kubê z niechêci±; chcia³a widocznie unikn±æ uporczywej dyskusji, która jest ¿ywio³em dla warszawskich alkoholików w takim stopniu, jak woda dla ryb. Kubu¶ nie móg³ oderwaæ wzroku od do¶æ szeroko rozchylonego wyciêcia fartucha na piersiach Hawajki, gdzie widaæ by³o r±bek niezbyt czystej bielizny i sk±d wynurza³a siê cudownej smuk³o¶ci, g³adka, smag³a i mocna szyja. „Hawajka… — my¶la³ Kubu¶ z upojeniem — jak pragnê zdrowia, prawdziwa Hawajka z ulicy Browarnej… Albo z nieco dalszego archipelagu. Z Tarchomiñskiej… — Cudo!” Dziewczyna nala³a Kubusiowi wódkê i poda³a ¶ledzia na zapa³ce, po czym ostrym ruchem zmniejszy³a swój dekolt obci±gaj±c fartuch. — Dlaczego? — jêkn±³ Kubu¶. — Dlaczego to pani uczyni³a? Dlaczego wyrz±dza mi pani bolesn± krzywdê w pierwszej minucie znajomo¶ci? — Wzrok ich zetkn±³ siê na u³amek sekundy i w czarnych oczach Hawajki zamigota³a weso³a przychylno¶æ. — ¦mieszny z pana cz³owiek — powiedzia³a, ukazuj±c bia³e zêby w u¶miechu. — Pani nie z Warszawy, prawda? — spyta³ Kuba z galanteri±, jakby pragn±c us³yszeæ wreszcie o zamorskim pochodzeniu tej istoty. — Nie — odpar³a ¿yczliwie Hawajka — z Mogielnicy. Zna pan? — Nie — rzek³ Kubu¶ z ¿alem — niestety. Ale to nic — o¶wiadczy³ z nag³± stanowczo¶ci± — wybiorê siê tam swoim szkunerem. Czy Mogielnica to atol, czy laguna? — Nic nie rozumiem — rzek³a dziewczyna z u¶miechem. — Hawajka! — krzyknê³a wrogo kluchowata kasjerka — teraz nie czas na flirty! — Po co ten krzyk, pani Lidio? — odpar³a z tupetem Hawajka. — Widzi pani przecie¿, ¿e siê robi. Co to — zwróci³a siê do Kubusia — porozmawiaæ nie wolno? Jestem na etacie, a nie jakie¶ tam popychle! — S³usznie — przytwierdzi³ z zapa³em Kubu¶ i wypi³ wódkê. — Widzê, ¿e jest pani u¶wiadomiona. Znaczy siê, ¿e Mogielnica jest lagun± powiatow±, a mo¿e i wy¿ej. — Nie pana czekoladowy interes! — rzek³a z udan± opryskliwo¶ci± Hawajka — nie widzia³ go kto? Blondyn… Ledwie trzy minuty, a ju¿ o takich sprawach! Obchodzi go, czy jestem u¶wiadomiona… — Roze¶mia³a siê i doda³a: — A pan co za jeden? — Na imiê mi Lulek — rzek³ Kubu¶ — ³adnie, co? — Po czym zwróci³ siê do kluchowatej w falbankach: — Pani jedna jest mnie w stanie zrozumieæ, widzê to w wilgotnym b³ysku pani — oka. Czasami cz³owiek spojrzy tylko raz i wie nagle, ¿e ¿ycie jego zaczê³o siê w tej w³a¶nie chwili. No, nie? Niech pani powie, widzê, ¿e ma pani duszê artystki! — Owszem — przyzna³a kluchowata — ma pan racjê. Zdarzy³o mi siê parê razy co¶ takiego. Ale to by³o dawno — westchnê³a. — Co dawno? — ¿achn±³ siê Kuba — te parê lat siê nie liczy. S³owo „dawno” nie istnieje we wspomnieniach. My to wiemy, prawda? — Prawda — u¶miechnê³a siê ciep³o kluchowata. — On jest bardzo mi³y — powiedzia³a do Hawajki, wskazuj±c Kubê wzrokiem; dziewczyna nie odrywa³a od Kubusia oczu. — Hawajka! — krzykn±³ kto¶ zza kotary, z prawej strony — chod¼ po wódkê!

str. 223-224


Po chwili zjawi³a siê Hawajka, d¼wigaj±c w wyprê¿onych do do³u ramionach skrzynkê z wódk±. Ustawi³a j± na wie¿y innych skrzynek i stanê³a za bufetem. — Hawajka! — krzykn±³ kto¶ od stolika, przy którym siedzia³ cz³owiek z akordeonem — nastaw p³ytê, artysta ma urlop! — Rzeczywi¶cie, be¿owa g³owa harmonisty spoczywa³a bezw³adnie na instrumencie. Hawajka wyjê³a p³ytê spod bufetu i w³±czy³a ma³ego pioniera na adapterze. Z g³o¶nika rozleg³o siê tango: „Ja znam takie oczy rozwarte i du¿e, gdzie nieba swój lazur…”, przyjête na sali z pe³nym uznaniem i rozmaitymi przy¶piewkami w rytmie zawadiackich pó³eczek „Oj, radi, radi, rach, ciach, ciach…” Kuba westchn±³. — Pani ma piêkne oczy… — powiedzia³ nabrzmia³ym uczuciem tenorem. — Doprawdy? — u¶miechnê³a siê Hawajka; widaæ by³o, ¿e deklaracja ta sprawi³a jej ¿yw± przyjemno¶æ. — Pan ma piêknego motylka — odwzajemni³a siê, wskazuj±c na muszkê Kubusia. Kubu¶ bez s³owa rozwi±za³ i zdj±³ muszkê z szyi. — Proszê — rzek³ — niech pani sobie to we¼mie. — A na co mi to? — obruszy³a siê nieco Hawajka, zaskoczona takim rozwojem sytuacji, co nie wp³ynê³o na sprawno¶æ w wydawaniu wódki zaaferowanemu kelnerowi i w odbieraniu odeñ bonów. — Na pami±tkê dzisiejszego wieczoru… — rzek³ z sentymentaln± emfaz± Kuba. — Da pani swemu ch³opcu, ¿eby ³adnie wygl±da³… Tak bardzo pragnê w tej chwili, by rado¶æ mieszka³a w pani sercu, ¿e z chêci± bêdê upiêksza³ pani ch³opców, aby siê pani bardziej podobali… Ma pani przecie¿ chyba jakiego¶ ch³opca? — Mam — rzek³a Hawajka, wyra¼nie wzruszona tak± wielkoduszno¶ci±. — To powa¿ny facet. Inny ni¿ ci tu. Fachowiec — doda³a z akcentem poufnych zwierzeñ, nie przestaj±c rozlewaæ piwa. — Fryzjer. Ale takich kolorów nie nosi — z ¿alem wskaza³a na muszkê. — Mimo to niech j± pani we¼mie — nalega³ Kubu¶ — skoro siê pani podoba. Zrobi mi pani przyjemno¶æ, bior±c j±. Ten strzêp barwnego jedwabiu bêdzie od dzi¶ jedyn± wiêzi± nas ³±cz±c±. Dla mnie urasta on do znaczenia symbolu… Zreszt± mam zapasow±. — Hawajka by³a poruszona mnóstwem tak piêknych s³ów; wytar³a mokre od piwa rêce w fartuch, — pomy¶la³a chwilê, po czym wziê³a muszkê i wsunê³a j± sobie za dekolt z wyzywaj±cym u¶miechem. — Dziêkujê — westchn±³ Kubu¶; gest Hawajki wywo³aj w nim dreszcz bolesnej rozkoszy. Wyj±³ z kieszeni now±, wi¶niowo-per³ow± muszkê i zawi±za³ sobie wprawnie pod ko³nierzykiem. — To by³o ³adnie z pana strony — szepnê³a Hawajka i Kubu¶ pomy¶la³, ¿e aczkolwiek chyba nigdy nie zwyciê¿y owego powa¿nego fryzjera, to przecie¿ ju¿ stanowi dla tej dziewczyny jak±¶ zakazan± urodê ¿ycia. — Hawajka — rzek³ gruby mê¿czyzna w okularach z grubego szk³a i w czarnej oprawie, który pojawi³ siê naraz obok dziewczyny — mo¿e by¶ siê wziê³a za robotê, nie? — A co? — prychnê³a gniewnie Hawajka — brakuje co¶ panu, panie kierowniku? — Nie widzia³ go kto, jaki wa¿ny — wtr±ci³a siê szyderczo kluchowata kasjerka. — Porozmawiaæ dziewczynie nie wolno? — Widaæ by³o, ¿e szyderstwo to zaprawione jest samoudrêk± prawowitej ma³¿onki, raduj±cej siê z klêsk niewiernego mê¿a. Kuba spojrza³ zaczepnie na kierownika, na jego byczy kark i ogromny nos. „Same miê¶nie — pomy¶la³ z trosk± — góra bicepsów, a na szczycie okulary. Klasyczny restaurator”. Rozumia³ wszystko i by³ gotów do walki: poza grubymi soczewkami szkie³ kierownika migota³a w¶ciek³o¶æ, ta za¶ mog³a pochodziæ tylko z zazdro¶ci, i Kuba poczu³, ¿e dziewczyna znalaz³a w nim obroñcê przeciw oble¶nym konkurom szefa. Ale Hawajka nie wygl±da³a na istotê potrzebuj±c± pomocy, wobec czego Kuba rzek³ z gro¼n± uprzejmo¶ci±: — Siostrzyczko, jeszcze jedn± du¿± wódkê dla mnie, dobrze? — Hawajka wyjê³a litr, aby nalaæ, lecz kierownik rzek³ opryskliwie: — Nie ma picia przy bufecie. — Co pan powie, panie ¦liwka? — zdziwi³ siê do¶æ lekcewa¿±co jaki¶ wychud³y facet o ptasiej twarzy pod cyklistówk±, pij±cy piwo z kufla wielkiego jak jego w³asna g³owa. — Co¶ nowego… — doda³ zaczepnie. — A w ogóle… Co pan od niej chce? Poflirtowaæ z m³odym blondynem nie wolno? Z kim ma flirtowaæ? Z panem? — ostatnie s³owa nosi³y w sobie wyra¼n± kpinê, widocznie stali bywalcy baru „S³odycz” wiedzieli co¶ nieco¶ o lirycznej tragedii kierownika tej instytucji. Kluchowata kasjerka promienia³a, widaæ by³o, ¿e pora¿ka szefa dzia³a na ni± koj±co jak balsam.

str. 225-226


— Kiedy zamykacie tê fabrykê wzruszeñ? — zwróci³ siê Kubu¶ do milcz±cej Hawajki. Hawajka podnios³a z wolna wzrok i ujrza³a piwne oczy Kubusia tak promienne, weso³e i m±dre, ¿e co¶ w jej duszy spad³o i klekota³o d³ugo, jak opuszczona na pod³ogê pokrywa od rondla. — O dwunastej — powiedzia³a cicho. — Doskonale — rzek³ powa¿nie Kuba. — Zaczekam na ciebie i odprowadzê ciê do domu. — Hawajka nie powiedzia³a nic. Wiedzia³a, ¿e nic tu nie pomo¿e sprzeczka z tym ch³opcem ani k³ótnia z sob± sam±.

str. 233


Wolniutko, syc±c siê t± powolno¶ci±, jecha³ wzrokiem w górê, a¿ na czwarte piêtro, do zdobnego w tani, gzymsowy tympanonik okna, tam w rogu, za którego pospolit± firank± rozci±ga³o siê d³ugie, kiszkowate wnêtrze jego, Kubusia, pokoju. W tym umeblowanym pokoju, pokoju przy rodzinie, brzydkim i wysokim, w¶ród stert le¿±cych na stole i na pod³odze ksi±¿ek, pod wisz±c± na ¶cianie, zdobyt± ongi¶ w turnieju juniorów par± bokserskich rêkawic i pod fotoreporterskimi zdjêciami z ró¿nych etapów jego kariery, na ¿elaznym ³ó¿ku, z g³ow± wtulon± w jego, Kubusia, mizern± i tward± poduszkê, spoczywa³a jedyna na ¶wiecie istota obdarzona czarodziejsk± moc±, zdoln± przemieniaæ ten wilgotny, ponury pokój w przecudn±, têczow± grotê pachn±c± ambr± naj¶liczniejszych prze¿yæ, pulsuj±c± najdelikatniejszym, najbardziej upojnym ciep³em barwistej, m³odzieñczej mi³o¶ci. Si³±, ci±gn±c niemal rêkami g³owê, oderwa³ wzrok od owego okna i powêdrowa³ w kierunku Pu³awskiej; za ka¿dym razem jednak, gdy w wyobra¼ni jego ukazywa³a siê ciemna g³owa o rozrzuconych w³osach na jego, Kubusia, taniej, kraciastej pow³oczce, gdy pamiêæ jego odnajdywa³a po raz nie wiem który zapach gor±cego, sennego oddechu, gdy odszukiwa³ z pasj± i uporem w tej pamiêci smak pe³nych, czerwonych warg — wtedy eksplodowa³o co¶ s³odko, tkliwie ko³o jego serca, jakie¶ doznanie rozsadzaj±ce, nienazwane k³êbi³o mu siê w krtani i Kubu¶ podskakiwa³ jak oczadzia³y rado¶ci± pierwszoklasista, który nie odrobi³ lekcji, przyszed³ do szko³y, dowiedzia³ siê, ¿e wszyscy nauczyciele zachorowali i ¿e ma przed sob± ca³y wolny, wiosenny dzieñ.

str. 354


Ulica tonê³a w s³oñcu. By³ koniec kwietnia, dziewczêta ja¶nia³y kolorami spódnic i obcis³ych sweterków, na widok których twarze mê¿czyzn spina³y siê ambicj± i wol± zwyciêstw.

str. 244


wszystkie cytaty:

Lepold Tyrmand "Z³y"
Czytelnik, Warszawa 1990



check also:

PINK LITERATURA POLSKA

PINK LITERATURA POLSKA 02

DARK PINK


* podziêkowania dla Mirelki za odkopanie mi tego smako³yku (.づ☀‿☀)づ

poniedzia³ek, 27 lutego 2012, pink_not_dead
poleæ znajomemu » ¶led¼ komentarze (rss) »
Dodaj komentarz »
Blox.pl
poprzedni blog za³ó¿ bloga nastêpny blog